DEFINICJA PIEKŁA

 

Jestem niestety osobą cyniczną, pełną sarkazmu, raczej z grona tych osób, które na widok zorganizowanej kobiety, ćwiczącej o 6 jogę, odwożącej dzieci do szkoły, w między czasie robiącej obiad, piszącej doktorat, najlepiej dwa i do tego jeszcze pracującej, odpowiadam: no nie wiem, ja wstałam, wypiłam kawę i zrobiła się 18.

Przestańmy się oszukiwać. Są dni, kiedy wstaję i jedyne, na co mam ochotę, to oddychać, tylko dlatego, że to właściwie jedyna czynność, która nie angażuje świadomości. Wierzę, że nie jestem jedna. Tak naprawdę to są to te same dni, kiedy miałabym ochotę wyjść przez okno, ale bądźmy poważni.

Są też takie dni, kiedy na Instagramie widząc zdjęcia w barwach różowo turkusowych, przepuszczonych przez filtr pt. francuska prowansja, czy nowojorska elegancja, mam ochotę utopić autorów. Tylko dlatego, że na tle zdjęć małych uchodźców o ślicznych buźkach w bliznach po wybuchach wydaje mi się to wszystko paskudne.

Były też dni, kiedy chodziłam na wykłady z psychologii par u jednego z najlepszych terapeutów w Polsce i myślałam sobie: tak, zostanę terapeutą par, po czym budziłam się kolejnego dnia i myślałam: ależ ty jesteś zabawna Kornelia. I wtedy wraz moim wewnętrznym i racjonalnym głosem się pośmialiśmy, po czym wracałam do czynności codziennych.

Są różne dni i kilka wniosków. Takich życiowych, które nabierają dla ciebie znaczenia często za późno. Bo z racji życiowego cynizmu i sarkazmu, wcześniej nie dopuszczasz ich do siebie.

Pierwszy z nich: Należy żałować.

Okłamuje się nas od dziecka, „niczego w życiu nie żałuję” wmawia się nam, jak mantrę. Ten brak refleksji doprowadza nas do frustracji, a nie do czegoś konstruktywnego i lepszego. Bez żałowania, nie uczymy się na błędach, tylko je wypieramy, a siebie zawsze tłumaczymy. Nigdy nikogo nie skrzywdziłeś? Wykorzystałeś swój czas dobrze? Dokonałeś w życiu tego, o czym marzyłeś za dziecka? Pomagasz innym, czy skupiasz się tylko na sobie?

Przeczytałam gdzieś ostatnio definicję piekła. Brzmiała ono mniej więcej: spotkasz tam osobę, którą mogłeś się stać, lecz się nie stałeś.

Przerwałam drugie studia tuż przed ich końcem i przyjechałam tutaj. Czy żałuję? Nie, oczywiście, że wspaniale jest się codziennie budzić z widokiem na morze. Koniec końców, wszyscy dażymy do tego, aby nasze życie było przepełnione przyjemnościami. Wszyscy chcemy, aby było szczęśliwe. Chcemy wierzyć, że właśnie ono jest o szczęściu, jednocześnie wiedząc gdzieś w środku, że jest też o cierpieniu, że jest wypełnione żalem i krzywdą. A że z tym drugim sobie najczęściej nie radzimy, to od czasu do czasu pytamy siebie i innych jego o sens, jakby odpowiedź na to pytanie miała nam w czymś pomóc.

Drugi z nich: Trzeba natychmiast żyć, jest później, niż się wydaje.

Nie ma żadnego jednego najważniejszego sensu, porzućmy to. W życiu ważny jest ten sens, który sobie sami nadamy, jednocześnie pozbawiając siebie złudzeń. Nie stawiajmy sobie celów, które są niemożliwe do osiągnięcia. Skupmy się na mniejszych osobistych sukcesach. Bądźmy każdego dnia o 1% lepsi, bo to i tak jest dużo. Pamiętajmy, że nie istnieje coś takiego, jak tzw. overnight success. Nie obudzimy się pewnego dnia, a on tam będzie. Otaczajmy się wartościowymi ludźmi, bo jak powiedział Jim Rohn, jesteśmy średnią pięciu osób, z którymi spędzamy czas. A przyszłość? Przyszłość należy do tych, którzy nabywają wciąż nowych umiejętności i będą potrafili połączyć je w twórczy sposób (za: Robert Greene).

Życzę sobie i wszystkim, aby nikt z nas nie znalazł się w tym piekle, o którym mowa wyżej.

1 2 3 4 6