nibymateria, czyli teatr lalek albo premiera wiosny (jak wolicie)

col1
siedzę.
siedzę tak, jak wszyscy. chciałabym też zostać, najchętniej sama. przekonuję się zatem do niewyjścia z domu, bo budzę się do niczego, ale przypominam sobie, że w sumie to przecież powinnam. że np. lubię obserwować ludzi w metrze. nie mija kilka chwil od mojej pozbawionej współczesności myśli i dostaję smsa czy kupiłam już mieszkanie. tak, oczywiście, kupiłam, w sobotę po 16 gdzieś między mlekiem bez laktozy, a żółtym serem zwykłym, chciałabym odpowiedzieć, by przy okazji podkreślić bezsens tego rodzaju zakupu obu produktów do jednego koszyka, ale oczywiście tego nie robię. jak wielu innych rzeczy.
myjąc rano zęby, zauważam na zlewie niedomyte mydło na krawędziach i wtedy zamiast skupić się na czymś zupełnie nieistotnym, np. czy ubrać sukienkę czy stare levisy, albo kiedy właściwie myłam kabinę prysznicową, to nie. to na widok resztek mydła, uświadamiam sobie, że to, co mamy za konkret, jawi się takim jedynie z naszego nadania i nazwania. że w swojej najgłębszej tak zwanej istocie dźwiga niewidzialny substrat raczej średniego sortu. że generalnie wszystko jest raczej średniego sortu i dlatego wszystkim nam tak często smutno. bo wszystko jest utkane z tej nibymaterii, przeważnie w oczekiwaniach i w nadziei. dookoła wszędzie imitacja uczuć, spraw, a nawet kobiet i mężczyzn. teatr lalek, w którym nikt się nie zastanawia, że 10 stron „Lolity” jest pastiszem jednego akapitu „Szkoły uczuć” Flauberta, bo są zbyt zajęci sobą.
i w tym my, wy, ja, istniejemy pośrodku, między tymi niepojętymi możliwościami. niby jesteśmy, a nie jesteśmy. wszystkie czasowniki – łącznie z najbardziej kłamliwym „jest” – to tylko doraźne dopowiedzenia, żeby żyło się spokojniej, lżej, żeby to dziwne trwanie mniej bolało. bo ból boli, wiemy to wszyscy.

no i chcesz uciec od tego i wyjechać do południowego RPA, by np. zapoznać się z demokracją wśród pingwinów. absurd za absurdem. bo współczesność, resztki mydła, faceci pozbawieni warstwy ochronnej swojego zajebistego czynnika wow, którzy wybierają się na podbój kolejnych nieistniejących planet. i piękni chłopcy zamieszkujący niemalże greckie polis, wersja polska. i warszawa, skacowana piękna księżniczka, wersja wiosna. to wszystko już było.

i wtedy staje na przeciw mnie mała dziewczynka i patrzy na mnie spokojnie, w medytacyjny, boski sposób.
i zaczynam od nowa, starając się pozbyć niby i żyć w materii.

BOHEMA CZYLI WE PLAY WE GAME

collage2

jakiś czas temu rozpadł się umysł w łazience. może kilka się rozpadło, nie pamiętam. siedzieliśmy w tym wielkim oknie, paliliśmy czarne cienkie obrzydliwe malboro,  sąsiadka z filharmonii grała na skrzypcach (właściwie na czym ona nie grała wtedy), my ryzykowaliśmy trochę życiem, siedząc właśnie w tym wielkim małym oknie, życia naszego ówczesnego, przysłuchując się jej muzyce i naszym głosom. było lato, byliśmy wolni. być bohemą, znaczy być wolnym, pamiętasz? pamiętam, może nie pamiętam, właściwie nie wiem już co pamiętam. wszyscy uciekaliśmy, to pamiętam na pewno.

i witamy ponownie, demokracja, internet, debata tischnerowska, o zawłaszczeniach w sztuce, gdyby można było znów się obudzić i udawać, że dziś jeszcze nie wstaliśmy, słowa nie padły,  nie dotarły, ale nie, znów, zamiast codziennie obecna, zamiast się skupić, masz listę zakupów w głowie i czy na pewno kupiłaś w tym tygodniu domestos czy inne coś, co  kompletnie nie wpłynie na twoje samopoczucie, ani twoje ja, ani nikogo właściwie. i dalej,  w porządku, wstałaś, samoorganizacja, wewnętrzne ustawienia prywatności, zakładasz swoje fajne sportowe buty,  i przypominasz sobie swoje słowa, że przecież czasem każda z nas jest jak cover girl wypełniająca wszystkie zardzewiałe szafki napalonych licealistów w tych zapomnianych internatach grzechu. i nie o urodę chodzi. później idziesz na sztukę pt. efekt do teatru studio, a tam ona wyciąga z wiadra z wodą mózg, unosi go do widowni i mówi jego głosem, a nawet dwoma. jakby tego było mało,  dokłada zdanie, że sama znajomość mechanizmu czy reguł nie uchroni nas od zmiany wyników w zadaniu i to jest największa tragedia ludzka. bo wszyscy chcemy zmieniać wyniki, bo nam się wydaje, że umiemy, że wpływamy. a tu  nie, przepraszam, za dużo bodźców, wrażeń, ludzi, a potem systemy wewnętrzne padają, i nie potrafią wstać. ani docenić tego, co obecne, co ważne, co cenne.

i jeszcze ten potwierdzający Ginsberg, pieprzony Ginsberg, z pierwszym akapitem Skowytu, że najlepsze umysły tego pokolenia zniszczone są szaleństwem.

tak, potwierdzam, wszyscy jesteście bohemą. neurotyczną.

AAA SEKSOWNA. PRASA

collage

poranna prasa(ówka). oprócz takiego mini faktu,  że ludzie nauczyli się mądrych słów i teraz trudniej rozróżnić, kto z nich jest idiotą, to jeśli myślisz o małym drewnianym domku położonym gdzieś bardzo daleko z uprawą pomidorków cherry pod oknem, to jest to właśnie wtedy.

tytuły: neomarksistowska ideologia gender (to takie sympatyczne, że wszyscy myślą, że jak pododajemy przedrostki typu neo czy post pochodzenia greckiego, to ideologia od razu taka lepsza), słowo putina niezwłocznie stało się ciałem (do tego nawet nie potrafię udzielić komentarza :)), putin cierpi na autyzm (brakuje w połączeniu z amerykańscy naukowcy), pracowałem w kremlowskiej fabryce trolli, na południu indii dzieci zabijają starszych topiąc ich w mleku (nie mam pytań, serio), następnie czytam felieton anne applebaum pt. uwaga, trolle, i myślę sobie za co ona dostała tego Pulitzera, ale może przepowiada przeze mnie zazdrość, więc akceptuję i biorę kolejny łyk kawy, przechodzę następnie do sekcji lifestyle i oto dowiaduję się, że johny depp wziął ślub z jakąś amber heard, klikam w wikipedię, aktorka, okej, patrzę na wiek i myślę, nie taka młoda już… po kolejnym łyku dochodzi do mnie, że też mam 28 lat i w głębi serca przepraszam i amber i siebie, i nie wiem kogo pierwszego właściwie,  tłumaczę sobie, że to wina wszystkich tych, którzy pytają mnie o dowód, kiedy chcę kupić wino, albo tych wszystkich konsultantek z sephory, przez które muszę zawsze przejść przez przeprawę, kiedy w końcu pozwolą mi dojść do kasy z kremem anti-aging.

no i standardowo, nie wiem o czym jest powyższy tekst, ale czy wy wiecie o czym jest wasze życie?

LET’S SHARE A CIGARETTE AND TALK ABOUT WHAT’S HURTING US

col4

musisz mieć ego rozwinięte na tyle, by mogło unieść twoją wrażliwość, jak wyjedziesz gdzieś daleko to wydaje ci się, że odnajdziesz siebie, programujesz swoje zmiany, poznając, wikłasz się w pojęcia, i ponownie, chcesz wysłać sms, bo siedzisz na podłodze, a ona jest pełna zasięgu,  żyjesz na ziemi niczyjej, postrzegasz uniwersum wartości estetycznych jako domenę chaosu, jesteś często głupia, ale i tak zastanawiasz się nad hieratyczną prostotą posągów buddy, a może venus z milo, nieważne, wszędzie i tak pełno patosu, pretensji, odpadów, chcesz hipopotamy żywcem ugotowane, bo to tytuł opowieści o wydarzeniach poprzedzających fatalne zdarzenie, flirtujesz, uwodzisz, prowokujesz, budzisz pożądanie, robisz to wszystko po to

by się wycofać

a i tak zawsze znajdzie się ktoś, to wpuści się w ciebie jak w żywicę, wpieprzy do twojego umysłu z afirmatywną głupotą, trochę jakby podawał ci dżem truskawkowy homemade na zeschłej kromce chleba, ale super, i jesteś szczęśliwa, nie, to jesteś czy nie

 

O CO W TYM WSZYSTKIM CHODZI

college3

 

pamiętam, jak poszłam kiedyś po południu do kościoła i siedziałam tam w ciszy przez 3 godziny.

pamiętam, jak wstawałam w nocy, szłam do kuchni i jadłam płatki z zimnym mlekiem. robiłam to prawie codziennie.

pamiętam, jak ciebie nie było.

pamiętam, jak w 1 klasie podstawówki kopnęłam kolegę w to miejsce, a on mi oddał w moje miejsce. oboje płakaliśmy, a potem zostaliśmy najlepszymi przyjaciółmi i siedzieliśmy przez 3 lata w jednej ławce. do dzisiaj nie wiem dlaczego go kopnęłam w to miejsce. ale przynajmniej wyjaśniliśmy sobie sprawy z miejsca.

pamiętam opowieści o dzieciach i kobietach w futrach, które szły do gazu. dziadka bliznach na plecach i to, że po ucieczce z obozu, ukrywał się u „dobrych ludzi”. i jego słowa, żebym zawsze była dumna z tego, kim jestem.

pamiętam, jak jeździłam do niego na wakacje i kochałam ten dom, w którym nic się nie zmieniło od 1945 roku. nawet zapach.

pamiętam, jak był zdyscyplinowany, a ja miałam swoje obowiązki. np. uzbieranie wszystkich porzeczek w ogrodzie.

pamiętam, że zajęło mi to 3 dni.

pamiętam, że kiedy miałam 13 lat, moja mama zabrała mnie do mcdonalda na lody i oznajmiła mi, że dziadek nie żyje.

pamiętam, jak płakałam na jego pogrzebie. i wiele dni po pogrzebie.

pamiętam, jak nie wolno mi było dotykać książek, jeśli miałam nakremowane ręce balsamem.

pamiętam kiedy miałam 9 lat i wróciłam z zajęć tańca wcześniej niż powinnam, w przedpokoju w czarnej podróżnej torbie leżał mój martwy pies, którego przed kilkoma minutami przejechał samochód. pamiętam, że upadłam na podłogę, głośno i długo krzyczałam nie.

pamiętam, jak bardzo go kochałam.

pamiętam, jak od następnego dnia już nic nigdy nie było takie same.

pamiętam, kiedy miałam kilka lat, w ogrodzie u babci zrywałam bez, a następnie zamykałam się w  szklarni, gdzie atmosfera wydawała mi się wprost magiczna.  było ciepło, mgliście i dookoła były jedynie gałęzie z pięknie pachnącymi i słodkimi pomidorami.

pamiętam, że znalazłam w domu książkę psychologiczną pt. jak wychowywać dzieci w wieku wczesnoszkolnym i nakrzyczałam na rodziców, że chyba sobie ze mnie kpią.

pamiętam, że tata nauczył mnie tabliczki mnożenia kiedy miałam 4 lata. przez kilka tygodni była to moja ulubiona zabawa odpowiadać na pytania ile to jest 9 razy 8 etc., bo wydawało mi się, że jest tych pytań tak dużo, a ja na nie wszystkie znam odpowiedzi.

pamiętam, jak tata przyniósł mi kiedyś wstęp do psychoanalizy freuda i dał 2 dni na przeczytanie. odmówiłam, bo szłam do komunii i musiałam uczyć się kazań z religii, których w rezultacie nigdy się nie nauczyłam i prawie mnie nie dopuszczono do komunii. nie nauczyłam, bo czytałam wstęp do psychoanalizy. ksiądz mi nie uwierzył, wpisał uwagę i wezwał rodziców do szkoły.

pamiętam, że pierwsze dzieło, które nic nie przedstawiało, powstało w 1910 roku. dało ono początek abstrakcji w sztuce. to był Kandinsky i jego Akwarela abstrakcyjna.

pamiętam, jak uprawiałam seks w ogromnej stodole.

pamiętam też, jak uprawiałam seks w holenderskim akademiku, był to mój pierwszy raz, a on następnego poranka wystawił głośniki za okno i puścił utwór what a wonderful world. miałam 18 lat, on 19.

pamiętam, że po tym utworze poszłam do wspólnej kuchni dla wszystkich studentów z tego piętra i  zrobiłam dla wszystkich jajecznicę. grzybki, które do niej dodałam, okazały się nie tymi grzybkami i należały do studentów prawa.

pamiętam, że wszyscy byliśmy tego dnia szczęśliwi.

pamiętam, jak próbowałam zrozumieć o co w tym wszystkim chodzi.

1 2 3 4 25